Thursday, February 4, 2010

"Alterland" Marcin Wolski

 

Ta książka próbuje być wszystkim naraz - powieścią sensacyjną, s-f, lekturą historyczną, romansem. W efekcie  nie jest niczym specjalnym w żadnym z tych gatunków. Właściwie to dobrnęłam do końca tylko dlatego, żeby wiedzieć jaką wizję alternatywnej historii dla Polski wymyślił autor. Sam pomysł w założeniu dobry, choć nieco wyświechtany, gorzej z realizacją. Jeśli chodzi o akcję, charakterystykę postaci, a nawet - o zgrozo - logikę to jest momentami niedobrze. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale już szczytem nonsensu dla odrobinę bardziej uważnego czytelnika jest scena spotkania głównego bohatera ze swoją dawną miłością w ruinach Warszawy. Miły akcent o Janie Pawle II, to chyba zresztą jedyna sympatyczna niespodzianka w tej książce.

Czasem mam wrażenie, że ja się urwałam z jakiejś choinki w moich ocenach książek- w Merlinie same zachwyty w recenzjach. Jeśli ta książka ma "mistrzowskie zakończenie" i jest "starannie napisaną i klimatyczną powieścią [..]czymś w rodzaju przepysznego dania w dobrej restauracji" to mnie chyba czeka w alternatywnej rzeczywistości rola angielskiej królowej.

Czytałam parę lat temu "Psa w studni" Wolskiego, który przynajmniej miał wartką i wciągającą  akcję, "Alterland" nawet w tej dziedzinie szczególnie nie błyszczy.

Friday, January 29, 2010

Jerry Ahern "Krucjata"/ "The Survivalist"

Szkoda, że nie mam skali ujemnej, bo ta książka zasługuje na minusową punktację. Atomowa hekatomba w USA i nieskalany komandos na motorze ratujący wszystkich, gdzie się tylko da. No Chuck Norris, czy inny superman wypisz wymaluj. A, i jeszcze żony szuka i ciągle się mijają o włos... No i zakochuje się w rosyjskim szpionie, platonicznie rzecz jasna. Poważna część książki poświęcona jest szczegółowym opisom działania i konstrukcji różnych modeli broni palnej. Krótko mówiąc - boska lektura. Nie dałam sobie rady z całościa, rzuciłam ten chłam w kąt gdy w pięciu na krzyż zdobyli chronioną przez pułk KGB Cheyenne Mountain ......

Thursday, December 3, 2009

"Niebezpieczne związki" Choderlos de Laclos

Zbiór fikcyjnych XVIII-wiecznych listów, przetłumaczony genialnie przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego i opatrzony jego przedmową. Tę ostatnią gorąco polecam, bo ułatwia bardzo lekturę, tłumacząc wiele niuansów z epoki.

Geniuszem musiał być i pan de Laclos, skoro do dzisiaj, coś tak niemodnego i anachronicznego jak listy, umie budzić we współczesnym czytelniku tyle emocji i tak stopniować napięcie.
Z ciekawostek - de Laclos, przez wiele lat sekretarz księcia Orleańskiego, związał się w czasie Rewolucji z jakobinami, chodziły nawet słuchy, że pisał przemówienia Robespierre'owi.
Można by powiedzieć, że treść powieści to wirtuozerska gra na ludzkich uczuciach koniec końców wymykająca się grającym spod kontroli.

Na podstawie książki powstał film, również fenomenalny. Film jest już dość stary (z lat 80-tych XX wieku), ale broni się równie dobrze, jak lektura na której kanwie powstał (właściwie to zrobiony był na podstawie teatralnej adaptacji "Niebezpiecznych związków"). Glenn Close jako markiza de Merteuill i nieskazitelnie piękna Michele Pfeiffer jako pani de Treville, jeszcze przed obejrzeniem filmu wydawały mi się idealnie dobrane do ról. Zastanawiałam się tylko nad Malkovich'em, jakoś mi nie pasował do roli wicehrabiego ...... Cóż się okazało - on był nieprawdopodobny. To co zademonstrował przed kamerami - niezwykła mieszanka subtelności i wszeteczności - było idealnym odzwierciedleniem postaci z książki de Laclosa. Grają tam również Uma Turman i Keanu Reeves, których trudno dzisiaj kojarzyć z kostiumowymi rolami. Ale ich pewna młodzieńcza niezdarność całkiem nieźle się sprawdziła u wybranych dla nich bohaterów.

Thursday, September 10, 2009

"Rzeczpospolita obojga narodów: Srebrny wiek, Calmitatis regnum, Dzieje agonii" Paweł Jasienica

Nie pierwsza to już moja książka Jasienicy, więc mogę powiedzieć, że jak to u niego i w tym pokaźnym 3-tomowym dziele jest to, co najbardziej lubię - eseistyczne, autorskie spojrzenie na historię, choć oczywiście oparte ściśle na faktach. Te ostatnie jednak pozostawiają zawsze jakieś pole do własnej interpretacji i to Jasienica genialnie potrafi wyzyskać.

"Rzeczpospolitą obojga narodów" każdy Polak będzie czytał z narastającym bólem serca, bo właściwie od pierwszych stron są to dzieje naszego staczania się po równi pochyłej (z kilkoma krótkimi momentami lekkiego przyhamowania nieuniknionego procesu). Co może trochę zaskakiwać - za to co się stało autor główną winą nie obarcza szlachty z jej złotą wolnością. Jego zdaniem nasi królowie do pewnego momentu mieli ciągle sporo autonomii w działaniu, tyle że woli działania właśnie zabrakło i w tym upatruje autor zasadniczy problem. Szczególną antypatię czuje do Wazów, wytykając ich abnegację na sprawy polskie, wąskie horyzonty, dewocję Zygmunta II paraliżującą wielokrotnie rację stanu, ba często wręcz antypolskie działania. Równie jeśli nie bardziej krytyczna jest ocena rządów Augusta II Mocnego. Generalnie pozytywne opinie zbierają natomiast Batory i Sobieski.

Poważnym winowajcą, odpowiedzialnym między innymi za hamowanie reformatorskich zapędów jednostek, jest kler w dobie kontrreformacji. Nie spodziewałam się po Jasienicy - nie da się tego inaczej ująć - nieprzejednanego antyklerykalizmu. Choć po przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że ten pogląd historyka nie jest bezzasadny. Cięgi zbiera nawet Piotr Skarga, w powszechnej świadomości historycznej raczej pozytywnie widziany. Unia brzeska i powstały po niej Kościół greckokatolicki uznane są za błąd rządzących i jedna z poważnych przyczyn późniejszych problemów Rzeczpospolitej z Ukrainą.

Zdumiewa nieco dość łagodna ocena rządów Stanisława Augusta, w/g autora niedocenionego oświeconego reformatora ze związanymi rękami i jak na złość nie mającego poważania wśród szlachty. Dla uczciwości Jasienica przypomina jednak, że był nasz ostatni król kochankiem carycy Katarzyny II, w dodatku na jej żołdzie i przyłączył się do konfederacji targowickiej. Biorąc pod uwagę czas napisania książki (lata 60-te), to i tak dużo udało się autorowi przemycić.

Podsumowując - czyta się znakomicie, choć serce krwawi. W dodatku pozostaje przykre wrażenie, że do dzisiaj jako naród niewiele zmądrzeliśmy.

Tuesday, August 25, 2009

"Pillars of the Earth" Ken Follett

Proza osadzona w realiach średniowiecznej Anglii. Na tle ostatnio modnych książek poszukujących w przeszłości jedynie sensacji, pozytywnie się wyróżnia na rynku. Duży plus dla autora za pokazanie, choć bez ostentacji, niezbyt przyjemnych stron życia w wiekach średnich - głodu, sobiepaństwa możnych, nędzy ludzkich szaraczków.

Follet nie ustrzegł się jednak czasami drobnych (aczkolwiek niezwykle denerwujących) nielogiczności. Niby to drobiazgi, ale gdy czytelnik łapie na nich pisarza nie może już uznać książki za wybitne dzieło.

I jeszcze kwestia interpretacji historii - Thomas Beckett nie był chyba aż tak świetlaną figurą zwłaszcza z punktu widzenia angielskiej państwowości. Nie da się oprzeć wrażeniu, że Follet przedstawia go dość jednostronnie i mocno gloryfikuje. A przecież każdy pisarz wie, że drobne skazy charakteru dodają wiarygodności postaci (a może autor przejął się tym, że Beckett już kilka lat po śmierci został uznany za świętego...).

W książce razi niestety przewidywalność zdarzeń i to jest chyba mój najpoważniejszy zarzut.

Thursday, June 4, 2009

"Jadąc do Babadag" Andrzej Stasiuk


Chyba żadnej książki w życiu tak długo nie męczyłam. Czytałam ją zwykle do snu i jak w zegarku po 2-3 przeczytanych stronach wpadałam błogo w objęcia Morfeusza. Ale w tym wypadku to jest chyba komplement. "Jadąc do Babadag" ma na celu usypiać (tak mi się przynajmniej wydaje), bo senna jest atmosfera dróg i bezdroży, wsi i miasteczek południowo-wschodniej Europy, o której pisze Stasiuk.

To właściwie studium na zgliszczach Austro-Węgier. Niby już minęło prawie sto lat, jak cesarstwo Habsburgów się rozpadło, a ciągle jeszcze na tych terenach unosi się jakiś jego duch, który omamia ludzi, wciąga ich w swoją pajęczynę bezczynności, bezkresu i beznadziei. To jest świat sam w sobie, samosię napędzający do przedziwnego trwania w komie historii i polityki.

Książka ma swój urok, choć podejście do podróżowania autor ma turpistyczno-letargiczne, że tak się wyrażę. Ja chyba jeszcze do tego poziomu nie dorosłam i nie wiem czy to kiedykolwiek nastąpi. ;) Dopiero wklejając tu zdjęcie zauważyłam, że "Jadąc do Babadag" dostało nagrodę Nike.

Monday, May 4, 2009

"The meaning of it all" Richard P. Feynman


Seria trzech wykładów słynnego fizyka i noblisty Richarda Feynmana. Dużo o nauce, trochę o religii i polityce. Nie da się oczywiście ukryć, że najciekawsze są poglądy autora na temat nauk ścisłych, trudno się zresztą temu dziwić. Sam zresztą twierdzi , że nie mówi nic ponad to, co było już wiadome XVIII-wiecznym filozofom. Motorem nauki jest wątpliwość, a jej immanentną cechą ciągła niepewność. To co uważamy za prawdę to jedynie najlepsze aktualnie wytłumaczenie rzeczywistości.

Te trzy wykłady są trochę nierówne. Odnosi się wrażenie, że zwłaszcza ostatni jest nieco niespójny. Autor skacze po tematach - mówi o konflikcie religii i nauki, etycznej obojętności nauki, aby za chwilę przeskoczyć do politki, naukowych metod oceny zabobonów, zjawisk nadprzyrodzonych itp. Trudno tu znaleźć jakąś myśl przewodnią.