Pomijając poglądy polityczne Łysiaka, z którymi można się zgadzać lub nie, muszę z wielką przykrością stwierdzić, że cierpi on ostatnio na 2 obsesje: megalomanię i mizoginizm.
W książce "Najgorszy" dwójka głównych bohaterów ma jego poglądy i w dialogach prześlicznie sobie spijają z dzióbków wypowiedziane słowa (dodam, żeby uzmysłowić nonsensowność pomysłu, że jest to młoda niezależna amerykańska dziennikarka i esbecki pułkownik, szara eminencja PRL-u i IIIRP).
Bardzo mnie rozczarowała też wydana rok wcześniej "Ostatnia kohorta". To już nie te loty co zwykle, pomimo ciekawego tematu i dobrze wybranego mało znanego historycznie czasu akcji. Rzecz traktuje o schyłkowym okresie Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego i poszukiwaniach mitycznego "ostatniego legionu", który miałby ginącą cywilizację uratować.
Bawi posunięty do absurdu mizoginizm autora. Gdybyście nie wiedzieli to każda przeciętna kobieta jest zepsutą do szpiku kości ladacznicą i na co dzień myśli głównie o seksie. Te odkrywcze poglądy wkłada w usta minimum jednego bohatera na każdą ze swoich książek.
Ja jestem daleka od wojującego feminizmu, ale dość mi się trudno zgodzić z graniczącym z pewnością przekonaniem autora, że każda kobieta to potencjalna dziwka, w dodatku gros swojego czasu spędzająca na uporczywym myśleniu o wyuzdanym seksie. Każdy pewnie sądzi po sobie, może więc jedynie takie kobiety pisarz spotkał na swojej drodze życiowej. ;)
"Ostatnia kohorta" jest mało upolityczniona, ale niestety wieje nudą i pompatycznymi dialogami szlachetnych i niezrozumianych w swoich czasach postaci.